Rozdział I

Wrzuciła aparat i swoje książkowe portfolio do torby i biegiem, nie potykając się po drodze, dotarła do swojego audi i ruszyła w podróż. Trzęsącymi rękoma zmieniała biegi i włączała kierunkowskazy.
"Spoko, spoko, nie ma co się tak denerwować"
Godzina.
Czterdzieści pięć minut.
Trzydzieści minut.
Piętnaście minut.
Pięć minut.
"Prostoprostoprostoprosto"
"I ty Podpromie przeciwko mnie"
"Dobra, a gdzie ja tu stanę?"
Po kilkunastominutowych poszukiwaniach miejsca parkingowego zamknęła za sobą samochód. Policzyła dość szybko do dziesięciu, spojrzała na halę i niepewnym krokiem podchodziła do niej coraz bliżej.
Podziwiając rzeszowskie krajobrazy mało nie zaliczyła bliskiego spotkania z podłożem.
Z użyciem dużej ilości siły udało jej się otworzyć drzwi i weszła do środka.
"Chlor", stwierdziła.
Z tablicy informacyjnej dowiedziała się, że biuro dyrektora jest na trzecim piętrze. Przywołała windę przyciskiem, wędrując następnie na wcześniej wspomniany poziom budynku.
Koniec korytarza. Dębowe drzwi. Biała tabliczka.
"Dyrektor".
"A dobra tam, idę"

***

- Jeszcze raz to samo.
- Nie za wiele?
- Świętuję, panu też mogę postawić.
- Różnie można zrozumieć pani ostatnie słowo.
- A jaka ja tam pani! Ewa. Ze wsi jestem.
- Miło poznać, Marek z miasta.
- Fotograf Asseco Resovii. Wzięli mnie, czaisz Marek?
- No to naprawdę, jest się czym chwalić, ale moim zdaniem spożywanie dużej ilości alkoholu w knajpie nie wróży ci dobrych wyników w karierze zawodowej.
- Marekkk, mniej pierdolenia, więcej wódki.

***

- Panowie, chciałbym wam przedstawić pewną osobę.
- Przemiła pani z sanepidu znowu ma jakieś pytanko?
- Buszek, nie teraz.
- Dzieci i Buszki głosu nie mają.
- Hehehe
- Hehehe
- Hehehe
- Ma na imię Ewa, będzie z nami pracowała.
- Fizjoteraputka?
- Drzyzga, czy ty przypadkiem nie masz dziewczyny?
- A mam.
- A masz jej nagie zdjęcia?
- Co? Nie, nie mam, a na cholerę?
- A chcesz zobaczyć?
- Jak z dziećmi, naprawdę. Jak z dziećmi.
Dyrektor machnął na kobietę ręką, by weszła już na salę. Nieśmiałym krokiem, stukając małymi obcasami, zbliżyła się do sportowców. Zdobyła się na delikatny uśmiech, ale kiedy wszystkie pary oczu wlepiły swój wzrok w nią, miała ochotę zapaść się pod ziemię. Albo chociaż schować się za plecami prezesa.
- Ewa zajmie stanowisko fotografa.
- A ja mam jedno pytanie- wyrwał się Penchev.
- Tylko szybko- westchnął mężczyzna.
- Mogę się umówić na akt?- wyszczerzył się.
Kobieta zaczęła się zastanawiać jak najszybciej, mając do dyspozycji tylko obcasy i hybrydy, można przekopać się przez parkiet.
- Oj daruj sobie- spojrzał groźnie na Bułgara- Rozgrzewać się, trener zaraz będzie.
Kiedy sportowcy zaczęli się rozciągać, Pan Marek, jak zaczęła go nazywać, zwrócił się do niej kilkoma słowami.
- Usiądź tam sobie na ławce, rób tyle zdjęć ile ci się żywnie podoba, a jakieś dziesięć czy dwanaście przekaż do sekretariatu. Andrzej wie o tobie, także formalnie wszystko już jest załatwione. No i głowa do góry, nie masz się czym denerwować- przesłał jej pokrzepiający uśmiech i zniknął za drzwiami.
Wzięła głębszy oddech i niepewnie przycupnęła na ławce. Przysunęła aparat bliżej twarzy i rozpoczęła swoją pracę.
Po trzech godzinach treningu wszyscy obecni opuścili halę i ruszyli w swoją stronę. Do brunetki podszedł Penchev, "w ramach spotkania zapoznawczego" chciał umówić się z nią na kawę, ale niestety, z ciężkim bólem serca, odmówiła. Nie czuła się zbyt dobrze po kilku godzinach przebywania w dusznej sali. Obiecując, że spotkają się kiedy indziej, wsiadła w samochód i pojechała za miasto, by choć trochę odpocząć.

***

- Ewa?- usłyszała po swojej lewej męski głos.
Instynktownie odwróciła się i zobaczyła wysokiego blondyna uśmiechającego się do niej serdecznie.
- Cześć Dawid- uniosła kąciki ust.
- Jak leci?- zaczął iść tuż obok niej.
- Wszystko okej, wyszłam się przejść, a ty?
- Tak samo- parsknął śmiechem- Mieszkasz gdzieś tutaj?
- Zaraz za tym blokiem- wskazała na beżowy budynek.
- No to przygotuj się na dosyć częste odwiedziny- zaśmiał się, a brunetka mu zawtórowała.

Szli tak przez godzinę, rozmawiając i śmiejąc się co jakiś czas. Później facet odprowadził ją pod samą klatkę, wymienili się numerami i rozstali się machając do siebie. Tuż po tym dostała wiadomość od Igły, że zaraz będzie u niej z obstawą i będą świętować przyjęcie nowego członka do ich teamu. Śmiejąc się pod nosem wysłała mu swój adres i powędrowała na górę w celu uprzątnięcia swojego mieszkania.
Za kilkanaście minut w jej skromnym lokum rozsadziło się siedmiu dwumetrowców. Polewając coraz większą ilość trunków do kieliszków oraz puszczając coraz głośniej muzykę... poznawali się coraz bardziej.
- I co Ewcia, podoba ci się u nas?- zapytał Konar.
- Pewnie, nigdzie indziej nie pracowało mi się lepiej- uniosła kąciki ust biorąc za moment łyk piwa.
-  No to fajnie. Ale powiem ci coś- sprawiał wrażenie tajemniczego pijaka- Tylko cicho sza ani szuru buru, okej?
- Okej- odparła powstrzymując śmiech.
- To słuchaj- nachylił się- Cichy ma na ciebie oko- pokiwał głową na potwierdzenie swoich słów.
- Na mnie?
- No pewnie- oburzył się- Ty fajna laska jesteś, co się dziwisz?
- Potwierdzam!- zza kanapy gwałtownie wyłoniła się ręka Ignaczaka.
- Ewciaaaaa!
- Oho! O wilku mowa.
- A przyszedł niedźwiedź.
- Hehehe
- Hehehe
- Hehehe

Okraczając puste butelki i siatkarzy dotarła do swojego pokoju, w którym znajdował się wspomniany wcześniej dwudziestolatek z Żyrardowa.
- Pokażesz mi swoje zdjęcia?- uśmiechnął się szeroko.
- No, pewnie- odpowiedziała lekko zdziwiona.
Usiedli na łóżku i zaczęli przeglądać wszystkie albumy, jakie kobieta miała na składzie. Kiedy wyczerpały im się zapasy w postaci zdjęć, zatopili się w rozmowie.
- Jedyny niepijący mam rozumieć?
- Ta, ktoś ich wszystkich musi odwieźć- parsknął- W ogóle, zawołałem cię, bo pomyślałem że potrzebujesz trochę przerwy od wstawionego towarzystwa.
- Dziękuję- zaśmiała się.
- A ty chyba nie masz mojego numeru, co?- pokręciła głową- No właśnie, to czekaj, zapisz sobie. Może wyjdziemy kiedyś na jakieś ciastko, czy coś.
- Chętnie. Poza tym, zjadłabym coś.
- Chłopaki wzięli ze sobą jakieś duperele, starczy?
- Jak najbardziej- uśmiechnęli się do siebie.

***
- A kto posprząta ten burdel?
- Pani kierowniczko, pani się nie denerwuje, pani będzie tu miała picuś glancuś już za dwie godzinki. Gratisowo dorzucimy jeszcze kubek z napisem "I ♥ Rzeszów", styknie?
- Wyjdź.

***

¯\_(ツ)_/¯¯\_(ツ)_/¯¯\_(ツ)_/¯¯\_(ツ)_/¯¯\_(ツ)_/¯¯\_(ツ)_/¯¯\_(ツ)_/¯¯\_(ツ)_/¯

śmiech na sali
bk

Prolog

Chłopcy
rzucają
dla zabawy
kamieniami
w żaby

Żaby
umierają
na poważnie


Erich Fried, "Bez humoru"

^